tekstylnik

rada gościom nie rada

sł. i muz. Paweł Małolepszy

Straż doniosła do grodu,
Że się zbliża od brodu,
Karawana z kupcami zza morza.
Wiozą różne towary.
Sukno, srebro, talary.
W grodzie ruch jakby wybuchł gdzieś pożar.
Wszyscy bardzo się cieszą,
W miejsce targu się śpieszą.
Gdzie okazja do handlu nie lada.
Jednak zanim tam wjadą,
Kupcy z kramów plejadą,
Najpierw musi naradzić się rada.

Wszak mieszczanie to głupcy,
Za to ci sprytni kupcy,
Pewnie przyszli do grodu zarobić.
Chcą coś kupić, coś sprzedać.
Jakże więc ich się nie bać.
I nie radzić co w sprawie tej robić.
Siedli tedy pospołu,
Wszyscy rajcy do stołu,
By ustalić punkt wspólny widzenia.
A gdy zacząć im przyszło,
Pierwszy głos zabrał Zbyszko.
Kończąc zdaniem, że on zdania nie zmienia.

Drugi ozwał się Mieszko,
Co ożenił się z Czeszką.
Wstał i głośno swe veto wyraził.
Z kontrą wyszedł do Mieszka,
Mściwój - starszy brat Leszka,
Który rzekł, że go Mieszko obraził.
Gdy ten temat poruszył,
Leszek też się obruszył.
Wstał i pięścią uderzył w róg ławy.
Wtedy Gniewko co chrapał,
Zbudził się i zasapał:
"Punkt widzenia to zgoła ciekawy".

Mściwój temat przypomniał.
Czym oliwy do ognia,
Dolał dużo i tym radę ożywił.
"A co będzie - rzekł wtedy,
Czy nie będzie z tym biedy,
Gdy się kupcy okażą fałszywi?"
Lech aż cmoknął w zachwycie:
"Toż to ważne odkrycie.
Wszak ci kupcy to mogą być zdrajcy.
W grodzie oni nam na co,
Jeszcze gdzie co zobaczą".
Tutaj zgodnie wzburzyli się rajcy.

Zbyszko prosząc o spokój,
Wzrok przetoczył przez pokój.
I ujawnił wszem wobec swe myśli:
"Mnie się jednak wydaje,
Ludzi znam i zwyczaje.
że to kupcy i kupczyć tu przyszli."
"Ja tam draniom nie wierze.
To przebrani rycerze,
Kupców jeno udają - rzekł Gniewko.
By nas wszystkich ogłupić.
Potem gród nasz obłupić,
Dla zmylenia handlują marchewką".

Pewnie jeszcze do teraz,
Ktoś by głos tam zabierał,
Rzucał gromy oraz prawił przestrogi.
Kupcy zaś by czekali,
Kiedy rada uchwali,
Czy są godni w ich grodu wejść progi.
Ale kupcy uznali,
Że już dosyć tam stali,
I gdy goniec doń przybył od brodu.
Powiedzieli mu: "Prowadź"
Po czym poszli handlować,
Do takiego, który przyjął ich grodu.

Każdy jeden na diecie,
Najmądrzejszy na świecie.
Urodzony jest wprost do mównicy.
Choć w temacie zielony,
Będzie głosem natchnionym,
Dzień i noc pianę bił po próżnicy.
Rada radzi, głosuje,
Dyskutuje, wetuje.
Najważniejsze bowiem jest rady zdanie.
Może świat gdzieś się zmienia,
Może coś wyszło z cienia.
U nas tu po staremu zostanie.

Gdzie dwóch Polaków, tam trzy punkty widzenia. Czy my się kiedys dogadamy?

Copyright Paweł Małolepszy